RSS
piątek, 09 lutego 2018

Był przed wczoraj weterynarz,nie było wyjścia, Mała zaczęła krwawić. Nie umiał stwierdzić czy już poroniła czy jeszcze nie, wstrzyknął antybiotyk,kazał czekać do piątku,czyli do dzisiaj.Do wczoraj wyglądało to tak,Mała leży praktycznie cały czas,zje trochę siana,zboża trochę w pyszczek,podejrzewam,że się nie wypróżnia.Jak dzisiaj rano pójdę wszystko się okaże,wołamy go znowu czy jest poprawa.Gdy nie będzie poprawy to niestety musimy wywołać poronienie,oby nie. Nie ukrywam, że bardzo to przeżywam,bo to moja kozinka, którą odebrałam,na siłę pod Zuzkę podkładałam, gdyż ją odrzucała. Jestem z nią od pierwszych chwil jej życia.

05:54, szszyszka
Link Komentarze (3) »
środa, 07 lutego 2018

Tydzień luzu z wykańczaniem czekając na jakieś fundusze. W międzyczasie powstało kilka rzeczy na szydełku. Serweta w której jestem zakochana,tylko żal,że jest taka mała, bez rozciągania tylko 45 cm.

 

Tych żótych serwetek muszę zrobić troszkę więcej ,będą ozdobą wielkanocnego stołu.Odcień tej żółci jest piękny.Nie mogłam oderwać się od pracy nad nią.

Serwetka do mojego wielkanocnego koszyczka.Robiona już teraz ,później nie będzie czasu.Przyjdą pieniądze będzie wykańczanie już jednego pokoju.W marcu znowu wskoczą sprzątania,mycia okien więc też kiepsko troszkę z czasem będzie.

 

Coś mi się zdaje,że mój M. straci za niedługo do mnie cierpliwość ;) ,jak dłużej będzie jadł odgrzewane obiady.Jeszcze nie wie,że przychodzi nowa paczuszka z kordonkami:) ,trzeba przemycić będzie do mojej szafki:) Koszyczka z rączką już brak,poszedł w świat.Wszystkie serwety muszę zblokować jeszcze,a to najgorsza i żmudna czynność jaka mnie jeszcze czeka.

Tak po za tym,muszę Małą poobserwować. Powinna być zakocona od końca listopada,jednak wczoraj darła pyszczek cały dzień ,mało jadła,co wręcz jest dziwne.To jej pierwsza ciąża więc trochę jestem w strachu,pewnie ona też.Zobaczymy dzisiaj,jak dalej będą krzyki trzeba wołać weterynarza.  Życzę miłego dnia.

06:12, szszyszka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 30 stycznia 2018

Ekipa budowlano-remontowa skończyła. Uf całe szczęście,a żeby mi nie uciekli bez skończonej pracy w ruch poszły pieniądze które były na jedzenie. Tym oto sposobem mamy na trzech 100 zł do 10-go lutego. Zamrażalniki (aż trzy) i słoiki teraz rządzą tym co mamy na talerzu. Nie jest źle,byleby nic nie wyskoczyło nadprogramowo.W międzyczasie szlifowania,mycia znowu szlifowania i mycia powstają koszulki na jajeczka,jakoś muszę nadgonić budżet,gdyby coś..:(Koszulki są wiązane tasiemką na kokardkę,mogą posłużyć na dekorację jajeczka na kolejne lata. Jest też kilka serwetek i koszyczek wielkanocny ale one były robione w trakcie ,,wizyty"panów,jeszcze tylko usztywnić zostało. 

08:15, szszyszka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 stycznia 2018

Na górze totalna furia,ale wszystko nabiera kształtów.Pierwszy pokój i łazienka już praktycznie są. 

Praktycznie bo jeszcze brakuje drugiej warstwy płyt i waty szklanej pomiędzy nimi.Ale najważniejsze ,że idziemy naprawdę do przodu,nareszcie. Minus tego taki ,że pieniądze lecą strumieniami i zadajemy sobie pytanie,braknie,czy nie. Centralne ogrzewanie podłączymy później po sezonie grzewczym .Niestety na to akurat braknie kasy, ale i tak bałabym się teraz to wszystko ruszyć.

17:24, szszyszka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 stycznia 2018

Jutro wkracza pan od remontu,wreszcie,nareszcie. 

Zima,nie zima,a ja zabijam czas szydełkowaniem. Powstają serwetki dla koleżanek,sześć beżowych w komplecie ,dla drugiej turkusowe w tej samej liczbie.Jeszcze trzeba usztywnić,zblokować szpileczkami,ale to już na końcu ,kiedy wszystkie skończone. Serwetki małe ok 20 cm ale mają będą służyły jako podkładki ,owszem duże nieco ,jednak takie sobie zażyczyły takie dostaną.

Sobie też robię coś,co strasznie zawsze chciałam ,jednak nigdy odwagi mi nie starczało.Robię sobie duży obrus na szydełku taki 200 x 120 cm.

Na razie umordowane dwa paski,ale czasu przeznaczonego na inne obowiązki zabierać nie mogę.Są rzeczy ważne i ważniejsze;)

Na święta powstała miseczka z włoczki,niestety niestety nie bawełnianej więc kolor i kształt trochę spaczony. Młodzi okrzyknęli zgodnie chórem,że zamawiają taką na dzień babci zamiast bomboniery będą cukierachy. Jak zrobię to pokażę taką z bawełnianego sznurka ,miałam ale P.zabrała,a póki co tworzywo sztuczne pokazuję ze srebrną nitką.

Następnym razem pokażę trochę z deku,teraz akurat nie mam skrzyneczek ,ostatni zakup przedświąteczny to jakaś porażka była.Skrzynki się po prostu rozwalały,nie wiem czy to wina producenta czy firma kurierska potraktowała je brutalnie. Szarpanek pod tym względem mam już dość.

20:05, szszyszka
Link Komentarze (4) »
środa, 03 stycznia 2018

Witaj nowy roku ,wreszcie,nareszcie się doczekałam. Rok 2017 to była totalna porażka dla mnie i mojej rodziny. Wszystko nie szło tak jak trzeba,zacznę od remontu. Jak przyszli robotnicy w styczniu tamtego roku tak nie pokazali się do tej pory,podobno mają przyjść ok 10-15 stycznia. Czyli góra dalej stoi nie wykończona a my na dwóch pokojach nadal. Chce mnie trafić w momentach kiedy mam swoją robotę hobbystyczną ,szydełko ,mydła czy decoupage i zaczyna się problem typu ja przeszkadzam M. a on mnie. Może nie tak my sobie na wzajem jak bałagan który tworzę wokół siebie którego nie wolno tknąć ,poprzestawiać :)Planowałam remont zakończyć końcem czerwca niestety problem w tym ,że to ja planowałam a nie pan który mi remontuje.Przesunął się na październik ,później przed świętami a teraz na styczeń. Trafia mnie bo potrzebuję tych dodatkowych pomieszczeń jak ryba wody bo potrzebuję swojego ,,babskiego kącika" a M. ,,męskiej jaskini" każde z nas ma swoje pasje ,zainteresowania ,więc nie ukrywam,jest ciężko. To po raz,a po dwa ile można czekać na koniec,przecież trzeba dół odświeżyć,wymalować na spokojnie dobrać kolorystykę bo wcześniej było na łapu capu ,kolory przemyślane lecz nie do końca.Porażka nr dwa .zaczęło się od ptasiej grypy,co prawda nic nie padło bo zamknięte,jednak skutki były długo odczuwalne .Kury nie doszły do siebie po tak długim zamknięciu ,długo długo. Gdybym dawała pasze jak inni pewnie by nosiły ,jednak ja jestem uparta ,właziłam im w kufry i efekt taki ,że zatłuściłam przez co znowu nie niosą. Teraz są na diecie ale straty są bo sprzedaję 40% tego co było kiedyś. Co jeszcze zawaliłam z kurami? Kupiłam kury w nowym miejscu,bo w sprawdzonej fermie brakło,załapałam,się tylko na10. W nowym miejscu widziałam ,że owe osobniki mają dziwnie blade grzebienie ale kupiłam bo to było starsze państwo około siedemdziesiątki i głupio mi było odmówić. Kury które we wrześniu były kupione a było ich 25 powinny się nieść te starsze końcem września a młodsze max listopad nie niosą się. Te starsze zaczynają dopiero a te młodsze nie wiem czy na święta wielkanocne zaczną.Nigdy więcej.Teraz o królikach trochę ponarzekam,trochę bo był pomór i został mi jeden. A tak się jeszcze cieszyłam,że wreszcie zaczynam porządnie iść do przodu,królice ładnie gniazda robią,nie odrzucają młodych no i proszę nie ma praktycznie nic. Muszę przyznać,że to mnie dobiło,myślałam o znalezieniu pracy. Koziule chociaż odpukać w porządku.Co prawda Zuzka o litr mniej mleka dawała niż rok wcześniej,więc serów nie robiłam,jednak nie było tragedii. Na koniec w tym wszystkim bajzlu dobra wiadomość.Mała jest zakocona,udało się przy pierwszym podejściu ,myśleliśmy ,że będzie gorzej bo tak zatłuszczona ,że właściciel capa myślał,że zakoconą kozę tuż przed wykotem przywieźliśmy:) Była na diecie,weterynarz kazał ale Mała zawsze coś dopadła.Tak więc czekamy na kwietniowy wykot Zuzy i majowy Małej. Oby było wszystko dobrze,weterynarz źle wyrokuje wykot,że może być z komplikacjami u Małej.Weterynarz  jest dostępny całą dobę ale mam nadzieję,że będzie wszystko w porządku.

Czyli zamykam rok porażek totalnych.Nowy rok ,nowe możliwości. Wszystkim życzę Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku 2018.

10:58, szszyszka
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 grudnia 2017

Trochę pokrętny tytuł ale jak inaczej nazwać kolejną nie do końca przespaną noc.Trzeba wtedy czas czymś czas zająć tak cicho ,cichusieńko bo wszyscy śpią. Kiedyś robiłam ciasto o drugiej w nocy ale mało ,że mnie nie zagryźli za włączony mikser;), że też nie mogłam zrobić kruchego lub drożdżowego ale nie,zachciało mi się biszkoptowego:) To prawda tort był pyszny z masą malinową ale i tak nie zostało mi to wybaczone. Deku też nie za bardzo mogłam zacząć bo dreptanie tam i z powrotem po różne farby,preparaty a to wybór chusteczek ,też by nie przeszedł. Zrobiłam więc dzwoneczki tak po cichu,cichutku. Aha zaskoczyłam M.kiedy wstał do pracy a ja sobie siedzę i tworzę:).Będziemy mieć choinkę jaka mi się marzyła od jakiegoś czasu cała w bieli.

Tym razem nie podpadłam i czas szybko zleciał:). Same plusy bezsennej nocy:) oprócz chronicznego niewyspania.Dziś nie odpuszczę drzemka w dzień. 

09:16, szszyszka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017

Ostatnio pojawiam się i znikam. Niestety spadło na mnie nie miłe BUM,zmajstrowane przez Starszego. W efekcie Młodszy wyprowadził się z domu i przez trzy tygodnie nie widziałam syna. Co prawda był na urodzinach moich w restauracji jednak dzięki naciskom P. Miało być przyjemnie a było smutno i płaczliwie.Nie mogłam sobie z tym poradzić więc zajęłam się robótkami na szydełku i dekupage,co prawda uczę się jeszcze ale o to chodzi. Zabić pustkę,nie myśleć ,przetrwać ten ciężki dla mnie okres. Teraz Młodszy mieszka u P.,przynajmniej tyle,wiem gdzie mieszka bo wcześniej gdyby nie P.nie wiedziała bym. Teraz zasadnicze pytanie. Czy przyjedzie na Wigilie czy spędzi Wigilie tam z P .i jej rodzicami. Chciałabym by był w domu z nami,tylko ,że ja mogę chcieć.

Pokażę Wam trochę moich prac. Wczoraj szkatułki i lampiony poszły w dalsze ręce z czego się niezmiernie cieszę. Sprzedałam również sopelki i gwiazdki na choinkę. Dla mnie to zastrzyk finansowy i nie muszę siedzieć na prochach uspakajających co mnie bardzo cieszy.

06:26, szszyszka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 października 2017

Szpital w Belgi,respirator,śmierć,spalenie zwłok i przewiezienie do Polski.Dzwonienie przeze mnie po cmentarzach w Katowicach,Rudzie Śląskiej,Bytomiu,bo brak informacji gdzie będzie chowana bo okazuje się,że w rodzinnym mieście jednak nie,mąż zmienił zdanie.Gdzie pochowa?W którymś z tych trzech miast.Brak informacji od męża i syna,pełne zlekceważenie.Zwykły pochówek bez mszy,księdza,bo najbliższa rodzina sobie nie życzy,w godzinach takich,żeby mama,bracia,siostry z rodzinami i reszta wujków i ciotek  nie mogła dojechać.Mimo błagania o czas dojechania to jeszcze pretensja,że wydzwaniam na cmentarz aby się dowiadywać.W ciągu dwóch godzin załatwiony pochówek od oddania zwłok. Nie było mamy nawet na pochówku bo nie zdążyła,dojechałyśmy za późno,byłyśmy z mamą i bratem po wszystkim.Zobaczyłyśmy tylko wieńce. Stoisz nad takim grobem ale nie masz świadomości żałoby tylko kilkudniowe zszarpane nerwy z bezradności i niemocy z nadzieją ,że może nam się uda,że zdążymy.Ja i inni pal licho ale może mama pożegna się z córką nie widzianą kilka lat bo wyjechała. I stoisz tak nad bukietem kwiatów ,który z położyłaś na ziemię i zastanawiasz się ,po co w ogóle ten bukiet tu położyłaś. Przerażająco dziwne uczucie. Dodatkowo dochodzi wściekłość ,że ta druga rodzina była na pochówku,my siostry,bracia z rodzinami nie ,nas się zlekceważyło.Przyszedł czas na wściekłość i nie ma wytłumaczenia na takie zachowanie.Tylko tak strasznie żal mi mamy mi tam już obojętne,już mam dość .

Żegnaj siostro,mszę żałobną my Twoi bracia i siostry Ci zrobimy ,żeby mamie zapewnić spokojny sen.

10:41, szszyszka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 października 2017

Dzisiaj idę troszkę dzieci popilnować,troszkę bo dwie i pół godzinki to tak można nazwać. Chciałam wyskoczyć na grzybki,bez Zuzki i Małej bo ta franca Zuzka upodobała sobie piękne czerwone muchomory. Nie patrzy na liście dębu,jarzębiny tylko węszy jak pies i zajada muchomory,wrrr,no świr z niej.Chociaż Mała grzyba nie tknie.Czasem nie mam do niej siły.Trudno,na grzybki pójdę po służbie a może i nie,zobaczymy.

Troszkę się denerwuję bo Młoda po zerwaniu po pięciu latach z chłopakiem wybiera się na wesele z jakimś nowo poznanym chłopakiem. Z jednej strony niech jedzie jeszcze nie miała w tym roku wolnego w pracy więc rozrywka dobrze jej zrobi.Z drugiej strony panikuję ,chłopak z dużego miasta ,nowo poznany,nic o nim nie wiem i puścić ją w nieznane. Słyszę żebym nie świrowała,no ale ja już tak mam i nic na to nie poradzę.Tym bardziej ,że już mieszka sama,z dala od mamci:),no dobra nie tak daleko,5 km dalej ale jednak. Przecież tyle się słyszy o zaginięciu młodych dziewczyn o rany znowu świruję.

05:48, szszyszka
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55