RSS
środa, 30 stycznia 2013

Główna siedziba firmy mojego M. straciła czterech największych klientów. A że główny zakład jest w EU a oddział w Polsce, więc nie wiadomo co będzie. Niby zakład wykupił teren i hale po starej fabryce,niby zainwestował w park maszynowy. Tylko co teraz? Jak na razie dzieje się źle. Osoby które zachorowały,wzięły zwolnienie lekarskie nie mają po co do pracy wracać. Jak to powiedział dyrektor,,przetrwają najbardziej wytrzymali". Pracownicy spychają winę za niedopatrzenie jeden na drugiego. Jakby tego było mało nie daleko nas są zwolnienia grupowe z pobliskiej fabryki.  Czyli dotarło do naszego miasteczka coś co już było: ogromne bezrobocie i strach o pracę. Historia zrobiła kółko i mieszkańcy są w takiej samej sytuacji w jakiej byli dokładnie dwadzieścia lat temu.

20:36, szszyszka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 29 stycznia 2013

Tak się nie da! W zakładzie pracy się obudzili,że ZLA wymaga od pań sprzątających szczepienia przeciwko żółtaczce typu B oraz książeczki sanepidowskiej. Wiedzieli o tym od dnia kiedy wygrali przetarg,później długa cisza a teraz hop-siup i ma być zrobione na wczoraj. Pojechałam do sanepidu, wzięłam potrzebne dokumenty,numer konta i pojemniki na próbki, koszt badania 95 złotych. Zrobiłam pierwsze szczepienie przeciw żółtaczce. Do wyboru miałam dwa rodzaje szczepionek ,ja wzięłam tą tańszą ,,Eurax'' koszt 30 złotych. Niby super,bo te dwie sprawy to tak jakby inwestycja w samą siebie. Tylko,że nie za bardzo mnie na nią w tej chwili stać, na razie wydałam 125 złotych z czego zakład pracy mi wróci tylko połowę do wypłaty. Może się mylę ale zakład powinien mi zwrócić całość, ale to tylko moje przypuszczenia. Tym sposobem braknie mi do wypłaty, najgorsze jest to,że jak pożyczę to znowu braknie mi w następnym miesiącu, nie ma widoków na jakiś dodatkowy dochód.

19:45, szszyszka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 stycznia 2013

Nareszcie od dzisiaj oficjalnie jestem na urlopie ostatnie niedobitki z tamtego roku kalendarzowego. Lecz zamiast odpoczywać wzięłam się za gotowanie. Fasolkę,bigos,flaczki z żołądków już są zamrożone. Jutro biorę się zarobienie pierogów,szkoda tylko,że tak późno ten urlop,cały trud lepienia spadnie na mnie. No cóż ferie się skończyły. Jednak nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło,w domu do południa jestem sama.Mogę dłużej poleżeć,poczytać książkę,poleniuchować tak troszkę.Innymi słowy życie bez pośpiechu bez ciągłego paczenia na zegarek czy zdążę, czy się wyrobię. Uf , urlopujemy się.

18:14, szszyszka
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 stycznia 2013

Był to ciężki tydzień,grypsko mnie dopadło. Na początku jeździłam z którymś z Młodych do pracy,później stwierdziłam,że takie ,,leczenie''nie ma sensu.Grypę trzeba wygrzać i po krzyku,więc zadzwoniłam o urlop,dostałam dwa dni które przeleżałam. Wolałam nie ryzykować i brać zwolnienie lekarskie. Jednak za dużo zwolnień było w ostatnim czasie w pracy, nawet ludzie na grupach są dla firmy nie opłacalni. Ach co za czasy. Wczoraj byłam co prawda już w pracy,słaba ale byłam. Zadzwonił kierownik ,że jeszcze mi zostało urlopu z tamtego roku i muszę go wybrać. Tylko czemu? Wiem,że mają być następne zwolnienia i zmiany czyżby mnie jedna z tych opcji czekała. Mam zadzwonić w poniedziałek i się umówić co do terminu,gdyż zdążyłam kupić bilet tygodniowy. Noż kurcze, moja wyobraźnia pracuje w niekorzystny dla mnie sposó, zbierają się nade mną czarne chmury czy nie.

W czasie choroby dzwoniłam do mamy,do brata nie miałam odwagi to po pierwsze a po drugie chyba bym nie chciała  sama aby cała rodzina do mnie wydzwaniała i pytała co u mnie słychać.Jednak dobre wieści jakieś są,bynajmniej tak myślę. Brat pracuje właśnie jest w trasie,a rodzice pozostawili ich samych sobie aby się sami dogadali.To jest ważne gdyż moja mama okropnie lubi się wcinać we wszystko.

10:47, szszyszka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 stycznia 2013

Koleżanki z pracy w zwykłych spinaczach biurowych dopatrzyły się spisku. Jak to możliwe? Już odpowiadam.Wiadomo w biurze czy w gabinecie często i gęsto jest spinaczy biurowych.Czasami któryś spadnie,międzyczasie ktoś kopnie nie jakoś specjalnie od tak po prostu. Taki spinacz czasem wpadnie pod biurko,czasem pod szfkę lub inny zakamarek. Moje współtowarzyszki mają na to teorię,te spinacze są specjalnie podkładane aby sprawdzić jak się sprząta. Śmieszy mnie bardzo ta teoria,próbowałam wybić im z głowy takie myśli ale nic z tego. One są już doświadczone w sprzątaniu i nie pogadasz z nimi,że jest inaczej. No trudno ja życie mam na tyle ciężkie,że nie mam zamiaru truć siebie jeszcze jakimiś głupimi myślami,że ktoś jest tak dokuczliwy ,iż robi to specjalnie. 

 

08:59, szszyszka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 01 stycznia 2013

No i mamy rok 2013. Zaczął się niezbyt udanie,a raczej2012 kończył się niezbyt udanie. Jednak nie dla mnie dla mojego brata. Wczoraj odeszła od niego żona. Czy uda im się pogodzić ? Myślę,że niestety nie,chociażmam nadzieję jak każdy w rodzinie.Jednak nadzieja umiera ostatnia. Tam jest bardzo nie ciekawa sytuacja i to bardzo.Po pierwsze w maju 2011 kupili pół domu na kredy.Kredyt na 35 lat po 1100 rata. Po drugie brat wziął drugi kredyt dla żony dwa miesiące temu na kupno samochodu,nie wiem ile rata nie wnikam. Trzecia sprawa to fakt ,że obydwoje pracują w tej samej firmie należącej do rodziny żony.Bratówka w sklepie internetowym ,brat jeździ po Polsce z towarem. Myślimy,że w tej sytuacji straci pracę. Po czwarte, to ich dziecko,tu będzie szrpanka o małego obydwoje nie popuszczą.Najgorsze jest to,że do tej szarpanki dojdą moi rodzice i kto wie czy nie rodzina bratówki. A mały ma w tym roku komunie,strasznie nieciekawa sprawa. Ja to widzę tak brat od kilku lat 4-5 jeździ z tym towarem.Owszem zarobi,ale w domu jest praktycznie w wekendy a i nawet wtedy ma mecze na których gra. Czyli praktycznie jego nie ma w domu. A samotność jednak doskwierała bratowej. Szkoda mi ich,fakt mieli całe życie łatwo, z górki wieczne podrzucanie dziecka rodzinie a oni imprezowal,nigdy nie byli bez pracyi.Ich wspólne życie to rozłąka i imprezy przez ostatnie lata,a na tym nie da się budować więzi rodzinnych.Naprawdę szkoda mi ich,pasowali do siebie,naprawdę pasowali. Tak sobie od wczoraj myślę,że trochę winna też jest moja mama. Byleby żyli po katolicku z Bogiem.Chcieli być razem dwoje dorosłych 23 letnich młodych ludzi. Ale ona nie pozwoliła póki ślubu kościelnego nie wezmą,a oni chcieli być razem więc na ten ślub się zgodzili ale bezprzekonania. Dla nich ten kościelny papierek nie był najważniejszy,ani katolickie życie,ale chcieli zrobić przyjemność rodzicom.I co im teraz z tego papierka,nic.Mama rozpatrza,że to przez to,że po katolicku nie żyli takie nieszczęście. Przykra sprawa na początek tego roku.

13:22, szszyszka
Link Komentarze (4) »