RSS
czwartek, 29 listopada 2012

Problemy osobiste mają swój oddźwięk w pracy. Wczoraj miałam skargę,w pomieszczeniu gdzie pani doktor reumatolog jada nie zostało dokładnie sprzątnięte. Niestety zostały okruszki chleba na ziemi.Była pretensja ,że krzeseł nie odsuwam, pod koszem nie myję. Trudno,wzięłam to na siebie,może faktycznie gdzieś jakieś okruszki się do mopa przykleiły a ja nie zauważyłam,że odpadły w innym miejscu.Nie chciałam się tłumaczyć,nie było sensu,trudno trochę wstydu się najem. Wczoraj myłam to pomieszczenie chyba ze cztery razy. Mam nadzieję,że nic jej pod nogami chrupać dzisiaj nie będzie. Teraz tylko cały problem w tym czy zostanie to wpisane do raportu czy nie. Jeżeli zostanie wpisane to mogę się pożegnać z przedłużeniem umowy na dwa lata. 

Pomału dochodzę do siebie,nie płaczę po kontach,nie boli mnie już tak głowa. Jednak biorę tabletki na uspokojenie,żeby łatwiej wszystko przechodzić. Ból trochę się zatarł i dobrze,bo najważniejsze aby się pod dźwignąć. Jednak jest ciężko gdy czeka się na następny cios a będzie na pewno.

07:11, szszyszka
Link Komentarze (5) »
środa, 28 listopada 2012

Pokręcony jest ten świat,bardzo.

Kilka dni temu jechałam autobusem z pracy,kontrola biletu i bum kara do zapłaty.Nie dla tego,że nie miałam biletu,miałam a jakże jeszcze miesięczny. Tylko ja przyzwyczajona do prywatnych przewoźników bo tam pieczątka i po kłopocie ,zapomniałam wypisać swoich danych. No i kara,jak wypiszę bilet i pokażę w MZK do siedmiu dni to zapłacę tylko 15,60. Zapłaciłam z bólem serca ale zapłaciłam i pluję sobie w twarz za własną głupotę. Biczuję się teraz z myślami jaką karę sobie zadać.Wczoraj jadę z pracy,do autobusu wsiadają kompletnie pijani ludzie: kobieta i dwóch mężczyzn. Biletu u kierowcy nie kupują ani nie kasują. W autobusie zrobił się smród(inaczej nie idzie tego nazwać),pijane towarzystwo siada z tyłu więc wszyscy uciekają do przodu. Kierowca interweniuje,każe pokazać bilety albo wysiadać nie reagują.To znaczy reagują ale w taki sposób ,że nie wysiądą.Kierowca dzwoni na policję i mówi jaka sprawa.Policja nie zareagowała,a towarzystwo na gapę dojechało na miejsce. 

Drugi przykład z tym samym towarzystwem z przed kilku dni. Stoję na przystanku jadę do pracy i słyszę,,pani G. święta są naprawdę przydałyby się jakieś pieniądze''. Ton wręcz błagalny,ruszający za sumienie.Więc pani G (pracuje w opiece) mówi,że jak przyniesie potrzebne papiery to zobaczy co da się zrobić. Pani G. odchodzi towarzystwo wsiada do autobusu (oczywiście bez biletu) i zaczyna się wiązanka wyzwisk na panią G. i całą opiekę,że musi chodzić na kursy a ona nie chodzi,że mało dają,że musi się prosić a jej się należy bo nie pracuje. Pani z towarzystwa stwierdza ,ze jak dostanie decyzje o pomocy to dopiero podpisze,ze zrezygnowała z kursów. 

I tak mnie zastanawia gdzie tu jest sprawiedliwość. Niejedne rodziny borykają się z problemami finansowymi. Liczą każdą złotówkę,matki kupują wydzieloną ilość owoców dla dzieci bo je po prostu nie stać na półmisek z owocami aby za każdym razem był pełny.Urabiają sobie ręce po łokcie.Na pomoc jakąkolwiek się nie łapie bo przekracza dochód o kilka złotych. A taki żul(brzydkie ale prawdziwe) dostanie pomoc z opieki ,Caritasu,jeździ gdzie chce bez biletu,co ukradnie w sklepie to jego i do tego roszczeniowy ,że mało,że chce więcej.Żal po prostu wielki żal.

11:01, szszyszka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 listopada 2012

Widzę,że zostałam znowu wytypowana do zabawy. Robią mi się coraz większe zaległości,ale nadrobię obiecuję. Niestety życie daje mi trochę popalić. Ktoś bardzo bliski wbił mi nóż w plecy wyciągnął,wbił znowu, nie potrafię się z tego otrząsnąć. Zabolało i to bardzo,tylko ,że ja skamieniałam. Nie cieszy mnie nawet fakt,że umowa o pracę będzie przedłużona na następne dwa lata,nawet jak firma nie wygra przetargu chcą mnie wziąć ze sobą na inny obiekt. Mam totalnego doła i przypuszczam,że szykują się ogromne zmiany w moim życiu,czas pokaże jak będą wielkie.

11:19, szszyszka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 listopada 2012

Będąc w wakacje z Młodymi w Warszawie zapisałam się do klubu Clubcard. Nie wiedziałam czy dobrze robię skoro hipermarket odwiedzam rzadko. Jednak moim zdaniem warto było się zapisać. jednak jakieś profity z tego są. Wiem,że brzmi to jak reklama,ale dla kogoś szukającego dodatkowej gotówki takie nawet kilkuzłotowe bonusy są bardzo pomocne. Takim oto sposobem otrzymałam: 

-9,00 w formie bonu do wykorzystania do końca listopada 2013 roku. 

-2,00 zniżki przy zakupie elementów z kurczaka na tackach przy zakupie minimum 10,00

-1,00 zniżki przy zakupie czekolady firmy AG

-2,00 zniżki przy zakupie jogurtów za minimum 7,00

-1,00 zniżki przy zakupie 2 op. mąki T.

-2,00 zniżki przy zakupie dowolnego szamponu lub odżywki za minimum 10,00

-1,00 zniżki przy zakupie chipsów L. 

Bony ze zniżkami ważne do 5 stycznia przyszłego roku. Ktoś powie,że to takie drobiazgi,nie warto fatygi. Co prawa z niektórych zniżek nie skorzystam np. na mąkę bo dla mnie ten artykuł za drogi,wybiorę tańszą. Ale szampon,kurczak,czy jogurty jak najbardziej. Bony jednak zostawię,niech się uzbierają następne i może kiedyś mnie podratują finansowo. Bardzo  się cieszę,że jednak się zapisałam do tego programu.Tym bardziej,że market gdzie można nabijać punkty mam blisko pracy. Tam kupuję produkty które są atrakcyjne cenowo.To nie tak,że robię tylko tam,jednak dalej kalkuluję co i gdzie z jaką ceną przecież trzeba zmieścić się w limicie.

 

09:06, szszyszka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 listopada 2012

Tak jak obiecałam,tak czynię. Oto pytania Mariolkidg i odpowiedzi na nie.

1.Jaki pieszczotliwy zwrot skierowany do Ciebie,sprawia Ci największą przyjemność?Z czyich ust pada?

Nie wiem czy to pieszczotliwy zwrot ale działa na mnie . Łechta moją matczyną próżność,mimo,że moje najmłodsze dziecko się do mnie inaczej nie zwraca jak matula. 

2.Wolisz spacer podczas pięknej zimowej czy letniej pogody.

Letniej,zimy nie znoszę. W lecie za to przy gwieździstym niebie opadają wszystkie smutki.

3. Jaki jest Twój sposób na zaczarowany dom,by miał klimat świąteczny(Boże Narodzenie)?

Kolędy, śmiech,współpraca,choinka. Reszta się nie liczy. Zaczarowany dom to dla mnie przede wszystkim rodzina ,zaczarowany nie tylko od święta.

4.Czy często czujesz się szczęśliwa?

Mój problem to to,że długo trawię każdą nawet najmniejszą przykrość. Wybaczam ale nie zapominam, to jednak bardzo mnie unieszczęśliwia. Za dużo złego się w moim życiu zdarzyło jednak są chwile kiedy jestem naprawdę szczęśliwa. Najwięcej szczęścia przysparzają mi dzieci.

5. Jaki masz sposób na relaks po ciężkim tygodniu?

Wszystko zależy od ciężkości tygodnia. Często jest tak,że proszę męża o wyjazd za miasto.Gdziekolwiek byleby uciec od monotonii małego miasteczka lub siedzenia w domu.Relaksuję  się też kiedy słucham opowieści przygód moich dzieci,czasami to niezły kabaret.

6.Twoja ulubiona gra planszowa?

Nieśmiertelny Chińczyk .

7.Czy masz jakieś stałe przyzwyczajenia których inni nie rozumieją?(np. herbata wyłącznie z przeźroczystej szklanki,albo długopis położony na stole koniecznie stroną piszącą skierowany do środka stołu?)

Nieszczęsne przyzwyczajenia którymi doprowadzam moją rodzinę do szału. Dla mnie wcale nie są jakieś okropne,niektóre wręcz pożyteczne. Kawę piję w różnych kubkach czy filiżankach w  z zależności od nastroju.Zły kubek i kawa już ma nie ten smak. Drugie przyzwyczajenie to fakt,że zaraz po wpłynięciu gotówki na konto,od razu przelewam na konto oszczędnościowe.Wszyscy się denerwują bo chcą,żeby to robić na końcu miesiąca jak zostanie a ja wiem że nie zostanie,więc wolę od razu. Co miesiąc słyszę lekkie wyrzuty ale co tam,wiem że to dobre przyzwyczajenie i tym przyzwyczajeniem terroryzuję moją rodzinę.

8.Wolisz miły wieczór spędzić w domu czy raczej wyjść na głośniejszą imprezę?

Wolę spędzić wieczór w domu,jestem domatorem.

9.Ulubiony kolor lakieru do paznokci?Dlaczego właśnie ten?

Zmusiłaś mnie do rachunku sumienia jeżeli chodzi o paznokcie. Nie dbam kompletnie o nie.Obetnę nożyczkami i nawet pilniczkiem nie przejadę. Nie maluję paznokci,nawet od wielkiego dzwonu,tipsów też nie noszę. Mimo wszystko podobają mi się kolory jednak perłowe  delikatne, róż i beż. Dlaczego właśnie te? Nie rzucają się w oczy.

10.Którą potrawą niezmiennie zachwycasz swoich gości?

Nie mam takiej potrawy. Nie mam zasady zastaw się  postaw się. Z resztą gości przyjmuję mało,rodzina nie odwiedza nas,kontakty ze znajomymi się wykruszyły trochę to też z mojej winy. Wiem,że ciasto nie jest potrawą ale jak już wiozę do rodziców ciasta to nimi się zachwycają oni i reszta rodziny. Myślę jednak,że jest to spowodowane tym,ze oni praktycznie mało pieką. 

11.Jaki był najpiękniejszy okres w Twoim życiu. 

Dla mnie bardzo trudne pytanie. Kiedy byłam zakochana piękny okres gdyby nie jad mojej mamy(po co ci to i tak cię zostawi). W oczekiwaniu na narodziny dzieci przy dwójce było super  a przy trzecim dała popalić moja teściowa( nie umiesz się zabezpieczać dziewczyno?). Tak jak pisałam w którymś pytaniu jestem bardzo pamiętliwa i to mnie zatruwa.  Więc postawię na okres dzieciństwa moich dzieci.Było ciężko,ale te chwile spędzone z nimi niezapomniane. 

 

Muszę przyznać było ciężko,nie przez pytania gdyż łatwe i sympatyczne.  Coś się dzieje z komputerem i raz napisałam i cofnęło mnie a nie zapisałam. Przestawia litery wkleja coś bez sensu a pytań mi wkleić nie chciało.Ale całe szczęście tą mękę mam już za sobą. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

08:13, szszyszka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 listopada 2012

Miałam taki biało szary płaszczyk.No właśnie miałam. Kupiłam go kilka lat temu,na jakieś lepsze wyjścia,bo mam taką zasadę co na co dzień to na co dzień,a eleganckie rzeczy od wielkiego dzwonu. Płaszczyk cudny,drogi jak na tamte czasy. W tym roku jak co roku wyprałam go,był trochę zmechacony więc wisiał sobie w szafie,golarki do ubrań nie posiadam.Jakoś nigdy nie mogę wydać tych 50 złotych na golarkę,a jak już chcę,to nie ma w sklepie akurat.Ale wrócę do płaszcza. Kiedyś w pracy rozmawiałam z koleżanką o tym zmechaceniu i dobrze zrobiłam bo biedny biednego zrozumie.Poradziła,żebym zwykłą maszynką do golenia delikatnie przejechała,że ona tak zawsze robi. Tak więc zrobiłam,wyszło super,płaszczyk jak nowy,są co prawda zaciągnięcia ale pomyślałam,że szydełkiem lub igłą spróbuje je przeciągnąć do środka. Niby wszystko pięknie,ja zadowolona strasznie bo jeszcze kilka sezonów obskoczę,przymierzam i ...No właśnie ,płaszczyk zrobił się ciasnawy,skurczył się w praniu. Nie wiem jak to możliwe,czy wcześniejsze lata prałam na innym programie,nie wirowałam,a może prałam w zimnej wodzie? Szczerze, nie mam pojęcia jak to się stało ale nie pamiętam. Tym oto sposobem płaszczyk do wyrzucenia,ewentualnie oddam komuś bardzo szczupłemu jak będzie chciał.Kurcze jak mi żal tego płaszczyka. Kiedy ja kupię sobie następny,pewnie już nie w tym sezonie.

06:44, szszyszka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 05 listopada 2012

Kontakt z mamą znikomy a jak już jakiś to po to aby mogła mi dowalić. Zawsze było,albo,że brzydka jestem,to znowu garbata i kto by taką chciał.Przykre to było tym bardziej,ze zawsze mówiła to przy obcych. Rany jaka ja byłam zakompleksiona strasznie i to do bardzo późna.Miałam już trójkę dzieci kiedy odważyłam się kupić sweterek dopasowany a nie jakiś 2-3 rozmiary za duży. Zaczęłam wreszcie widzieć siebie jako człowieka a nie potwora.Było ciężko,trójka dzieci,mąż pracujący na umowę zlecenie kilka dni w miesiącu (okres plajtujących zakładów),wszędzie brakowało pracy. Nie mamy pieniędzy na węgiel,więc wygrzebujemy na hałdzie,po dwa worki dziennie. Nie ma drewna więc chodzimy do lasu zbieramy spróchniałe gałęzie. Nie ma co jeść. Pół bochenka chleba małego kupowanego raz na dwa dni aby dzieci miały do przedszkola(przedszkole pięciogodzinne bez wyżywienia),ewentualnie mąż do pracy. Rano dzieci piją grysik dzięki teściom którzy kupowali litr mleka dziennie. Później na obiad ziemniaki,przetworzone na różne sposoby. Nie raz nie dwa moje dzieci dostawały na przekąskę (o ile to tak można nazwać) smażone buraki ze śmietaną. Ja z M. zajadaliśmy się potrawami ziemniaczanymi(dobrze,że chociaż ziemniaki były).Dzieci coraz częściej chorują,co dodatkowo przysparza kosztów i zmartwień. W desperacji prosiłam mamę o pomoc, mówiąc jej jak żyjemy.Usłyszałam ,,co mnie obchodzisz ty i twoje dzieci''jakby tego było mało potrafiła do mnie zadzwonić abym jej kupiła samochód. Przepłakałam kilka nocy z rozpaczy,prosząc Boga o pracę dla któregokolwiek z nas.Kilka miesięcy później M.dostaje umowę o pracę gdzie pracuje do dzisiaj. Kilka lat wychodziliśmy z długów,jedne się spłaciło,drugie się robiło. 

Teraz żyjemy skromnie. M.zarobi praktycznie na opłaty,mało co zostaje,ja pracując nie zarabiam kokosów. Jednak ja nadal oszczędzam każdą złotówkę. Muszę mieć coś w zapasie.A moje relację z mamą? No cóż nigdy nie były i nie będą dobre. Jeździmy raz na jakiś czas,zawsze rodzicom coś przywożę aby wspomóc. Jednak nie za często,raz na miesiąc na 2-3 godz to i tak za często w mniemaniu mojej mamy. Do dzisiaj potrafi się ze mnie wyśmiewać i obrażać mnie,rzadko kiedy reaguje jak zatroskana matka. Zawsze się znajdzie powód,że nie idziemy na wesele kuzynki,czy nie dołożę się na kupno mebli dla brata,albo nie pożyczę pieniędzy (których i tak moja rodzina mi nie oddaje),bo jestem sknera i dusigrosz. Przecież na wiele rzeczy nas jeszcze nie stać.Co prawda nie jadamy takiego dziadostwa tak jak kiedyś ale bardzo wiele sobie odmawiamy,tylko ,że moja mama tego nie rozumie.Nieraz jest przykro moim dzieciom kiedy to wszystko słyszą.

Dlatego najbardziej cieszą mnie słowa wypowiedziane przez moje dzieci,,mamo dziękuję,że jesteś''.Ja chyba tak w życiu nie powiem.Co mnie jeszcze cieszy? To to,że moje dzieci były male i nie pamiętają tamtego ciężkiego okresu.

07:55, szszyszka
Link Komentarze (7) »
niedziela, 04 listopada 2012

Zaczął się listopad a dla naszej rodziny zaczyna się nerwowy okres związany z moją i męża pracą. Już od lat w męża pracy jest tak,że zaczynają w tym okresie analizować każdego pracownika ,,temu podziękujemy za współpracę,ten dostanie podwyżkę,ten umowę na czas określony lub nieokreślony, a ten zostanie na tej samej stawce''. Ciężkie są to chwile dla nas w domu.M.chodzi poddenerwowany aż praktycznie do nowego roku. W tamtym roku  wszystkim pracownikom się udało,dostali wszyscy podwyżki po ok 100 złotowe.Niektórzy pracownicy dostali umowy,przeszli z pod agencji pracy pod zakład. Cała załoga odetchnęła,nie było zwolnień. W tym roku nie wiadomo jak będzie. Szukają wszędzie dziury w całym,do tego jedna osoba jest zagrożona ,że pójdzie prawdopodobnie do zwolnienia. Powód tego jest taki,że za dużo na nią przychodzi reklamacji.Najgorsze jest to,że kolega M.wynajmuje mieszkanie,a żona nie pracuje. M.bardzo to przeżywa,mimo,że sprawa bezpośrednio nie dotyczy jego.

U mnie jest w pracy naprawdę super. Odkąd tam pracuję,nie było dnia,abym się nie cieszyła ze zwolnienia z poprzedniego zakładu. Co prawda mam umowę do końca listopada,ale na pewno do końca roku mam zapewnioną pracę.Właśnie do końca roku.A co później? Co będzie jak firma nie wygra przetargu? Czy firma jaka nas przejmie będzie dbała o pracowników tak jak ta. Najbardziej się boję tego,aby poprzedni mój zakład nie wygrał tego wyścigu szczurów. Nie wiem co zrobię.Staram się nie myśleć na zapas ale jednak niepewność gdzieś w pobliżu krąży. Koleżanka pracująca w innym rejonie też się martwi,ma trzecią grupę więc pracuje na umowę zlecenie. Nie zarobi kokosów jakieś 850 zł ale cieszy się ,że ma chociaż tyle,w domu dwójka dzieci.Jest pełni świadoma tego,że jak firma przegra przetarg to nie zostanie zatrudniona pod nową firmą.W tym wszystkim najgorsze jest to,że firma w ostatni dzień roku informuje pracowników o wynikach przetargu.Nie wiem czemu tak późno.Może faktycznie przetargi są ostatniego dnia chociaż nie bardzo w to wierzę. Przez to wszystko ja też chodzę jakaś pod denerwowana.W domu zaczyna panować takie sztuczne wyciszenie,brak spontaniczności.

Staram się mądrze wydawać pieniądze,trzymam się określonego limitu tygodniowego na jedzenie. Z ubrań czy rzeczy kupowanych do domu ograniczam się do niezbędnego minimum. Nie jest to łatwe,kiedy w sklepach zauważam zaczynające się podwyżki cen żywności.Ręce czasem człowiekowi opadają,dobrze,że mam trochę zapasów w słoikach i zamrażalniku.

Z moją dodatkową pracą wyszło w tamtym tygodniu strasznie głupio,ja sobie z tego w pełni zdaję sprawę. Wczoraj miałam wreszcie wolne.Nie wiem czy kobieta się na mnie obraziła czy faktycznie nie ma już tyle zleceń i posprząta sobie sama. Ale ja chyba przywykłam do tej sobotniej pracy i wczoraj mimo,że wcześniej narzekałam nie mogłam sobie w domu znaleźć miejsca i nie chodzi tu o jakiś dodatkowy zarobek. Efekt wczoraj był taki ,że porobiłam sobie krokietów z farszem mięsno-paprykowo-serowym. Część zjedliśmy a resztę zamroziłam. Przyda się,w końcu remont w pracy w pełnym rozkwicie i końca nie widać. 

 

 

07:27, szszyszka
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 listopada 2012

Reklamę na blogu założyłam bardzo sceptycznie. Marzeniem było uzbieranie na robota kuchennego,drogiego. Co prawda na robota nie uzbieram,ale jeszcze trochę i dołożę do budżetu świątecznego. Bardzo się przyda.Dziękuję wszystkim za klikanie.

 

 

 

16:22, szszyszka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012

Wczoraj na cmentarzu spotkała mnie wielka przykrość. Są groby które odwiedzam,taty,dziadków,wujka,kuzyna i takiej przybranej babci. Przybrana babcia skąd się wzięła w moim życiu? Po śmierci taty wynajmowałyśmy u niej pokój w domu,a często kiedy mama latała z pracy do pracy mnie pilnowała. Bardzo często wspominam cudowne chwile z nią spędzone.Miała do mnie tak strasznie dużo cierpliwości,nigdy nie krzyknęła,nawet nie pogroziła palcem,zawsze cierpliwie tłumaczyła.A muszę przyznać ,ze byłam bardzo niesfornym dzieckiem.Pilnowała mnie ale zawsze mówiła zupełnie bezinteresownie. Prosiła tylko o jedno,abym jej świeczkę po śmierci zapaliła od czasu do czasu. Wczoraj niestety znicza jej nie zaświeciłam,pierwszy raz od trzydziestu lat. Nie ma grobu,zlikwidowany,widocznie rodzina nie wykupiła na kolejne lata miejsca. Jakie to jest przykre. Syn dostał w spadku wszystko,ziemie i dom po rodzicach,a nie miał kto zapalić świeczki na grobie,nieraz był pusty i zaniedbany grób przez te lata. Jest mi tak strasznie przykro,że ,,mojej babci'' tam nie ma. Zostają mi tylko piękne wspomnienia i opowieści o niej. 

Nastały trudne czasy kiedy to dzieci  zapominają o swoich rodzicach,dziadkach.A może bieda zmusza nas do podejmowania tak drastycznych decyzji. Sama nie wiem co gorsze.

10:07, szszyszka
Link Komentarze (11) »