RSS
sobota, 31 sierpnia 2013

W tamtym tygodniu koleżanka z pracy miała wypadek, spadła z rowera i złamała rękę. Niestety ręka złamana w dwóch miejscach,operacyjnie była kość stabilizowana. Nie wróci już w tym roku do pracy. Pracowało mi się z nią dobrze. Na jej miejsce przyszła ,,ta od okien" i zaczyna się jednym słowem horror. Niestety cały problem polega na tym ,że ona do wtorku pracuje nazwijmy to normalnie. W środę zaczyna się jazda na firmę ,na mnie, że jest nas za mało bo tylko dwie,że ja taka chytra na pieniądze,że godzę się na taką ciężką pracę. Nie chce schodzić do piwnicy,jak to powiedziała nie będzie myć lamperii. Tłumaczę,że więcej nas nie będzie,że wszędzie tak jest. Nie pomaga wyzywa mnie i firmę. Co ja jej zrobiłam,mam tak samo dużo obowiązków jak ona. Też mi jest ciężko ale nie narzekam tylko się cieszę ,że mam pracę i to dużo lepszą niż ostatnio. Ona powinna spróbować pracy na kopalni,doceniła by to co ma teraz. Jednak w tym wszystkim co ze mną?Jak ja z nią mam pracować skoro nawet strach skończyć pracę pięć minut wcześniej bo ona dostaje jazdy. Wiecznie siedzieć w gabinecie  ,,machać nogami'' i czekać aż ona skończy i dopiero wracać z wózkiem do naszego kantorka. Czy to moja wina,że robię szybciej niż ona (jednak został nawyk po kopalni,strach ,że nie zdążę się wyrobić),czy to moja wina ,że to akurat okres letni i kilka gabinetów nie trzeba myć bo lekarze na urlopach. Ja tych jej awantur nie wytrzymam,sama psychicznie siądę. Umowa jej się skończyła,to po co podpisuje nową skoro się nie wyrabia i uważa,że za mało płacą za taką harówkę. Druga strona to po co firma podpisuje z nią umowę skoro nie są z niej zadowoleni.To wszystko jest bez sensu,firma ma spokój a na mnie leci grad przekleństw i wyzwisk. Staram się nie rozmawiać o pracy,rozmawiamy o gospodarstwach naszych,przetworach i tu kobieta jest świetna.Jednak gdy przychodzi godzina osiemnasta ona dostaje jazdy i nie ma nic innego tylko wyzwiska.Jak się od tego odseparować,jak ochronić swoją psychikę? Jak?

07:38, szszyszka
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 sierpnia 2013

Uparłam się nie brać urlopu wcześniej jak w listopadzie,stwierdziłam,że nie mam potrzeby wcześniej.W pracy w okresie letnim jest czyściej,połowę gabinetów zamkniętych więc doszłam do wniosku: spoko,luzik dam radę. No tak w pracy luz ale w domu koszmar. Przeprowadzka,remonty,przetwory do tego jak byłoby mało dodatkowa praca i kupiona zwierzyna kury,kaczki i gęsi. Wszystko na raz i teraz widzę ,że za dużo, a miałam wyluzować. Tylko to wyluzowanie idzie z poślizgiem. Do listopada jakoś dam radę. 

Podsumowując jestem zapracowana,przemęczona i często rozgoryczona faktem,że za dużo biorę na siebie. Jednak jestem szczęśliwa,spełniło się marzenie mojego życia mam swój dom z ogródkiem i hodowlą.

05:53, szszyszka
Link Komentarze (4) »