RSS
piątek, 21 sierpnia 2015

Nie lubię takich sytuacji,wszystko do bani wszystko się nie układa,a mam coraz większego doła. Relacje ja -M. są do niczego,ja -Młodszy coś tąpnęło ale tylko tąpnęło.Koza Zuzka tu myśleć dwojako, za M.beczy jak widzi ,że odchodzi ,mnie znowu jak zobaczy ,że wracam skacze,bodzie,chce żeby ją drapać,pierwsze siniaki na rękach zaliczone. W pracy zaczynać się będzie gorszy okres,niby czekają na nas a później pod drzwiami bura bo już piętnaście minut temu powinny zamykać przychodnie.Do tego bura ostatnio bo trzy śmieciuszki na ziemi zostały i to w pomieszczeniu gdzie doktorka pali a nie przyjmuje pacjentów.Mam ochotę schować się schować w mysiej dziurze i z niej nie wychodzić. Czy gdzieś znajdę azyl,czy sama sobie to wszystko stworzyłam.

05:56, szszyszka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Koza krzyczy mniej,jednak krzyczy.Powstał nowy problem,nie za bardzo chce się doić. Trochę popytaliśmy na jej temat i stwierdzam,że niewesołe miała życie. Dwadzieścia koni i ona jedna,paś się nie pasła bo konie wszystko wyżarły ,żyła na klepisku. Jadła to co ukradła koniom czyli trochę zboża,siana,chleba.Teraz się uczy i je coraz więcej i śmielej a do tego usilnie się ładuje do domu brrr,jakiś umiar musi być. 

Wczoraj byli goście,siostra z rodziną i mama,oj działo się,działo.Co najważniejsze nie skrytykowali,stwierdzili ,że u mnie jest fajnie,sympatycznie i dobrze się u mnie czują.Wrócili do domu obładowani w miód,gęsinę,kury,pomidory ,ogórki,trochę słoików dostali z przetworami i oczywiście mydeł też pozabierali. Siostrzeniec chciał zostać bo stwierdził,że miałby co robić,jednak nam brakuje dodatkowego łóżka,a oni przecież też muszą wracać na tą swoją emigrację.Było miło,sympatycznie i wyczerpująco,że w efekcie po ich wyjeździe nie poszliśmy z M. na dożynki,padliśmy jak muchy. Chyba za mało udzielamy się towarzysko skoro jedna wizyta nas tak zmęczyła.

06:36, szszyszka
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 sierpnia 2015

Uczymy się siebie i bez siebie czyli ja,M. i koza. Chodzimy na nieużytki rolne za las,dzisiaj nawet wzięliśmy kocyk i zdrzemnęliśmy się na wzniesieniu pod drzewami gdzie cudowny cień i jeszcze cudowniejszy wiaterek.Koza była koło nas,coś tam skubała,to trochę liści,igieł czy suchej trawy. Krzyczy jeszcze ale też mniej i całe szczęście. Trochę czytałam na temat kóz i wiem na przykład ,że mleczność spada w zimie do 30% tego co daje w lecie i dla tego ludzie jesienią dopuszczają kozy do capa. Wiem już,ku naszej rozpatrzy,że koza ma ruję co trzy tygodnie wygląda to w ten sposób ,że drze się okropnie i merda podniesionym ogonem. Oj czeka nas to,czeka i tego się boję. Dopuścić trzeba ale z tym wypadałoby poczekać do późnej jesieni  ,ciąża trwa pięć miesięcy. Z tego co zrozumiałam,to każde dopuszczenie to większa ilość mleka,niedopuszczenie i nie dojenie to tzw. zasuszenie,czyli dla tych co kozę chcą dla ozdoby ogrodu. Na tą chwilę tyle wiemy,pogłębiamy wiedzę dalej. Koza zaś uczy się w praktyce ,, jak mi wariatce fajnie samej". Na wsi huczy od plot nawet było słychać ,,patrzcie kozę mają,ciekawe jak sobie poradzą". Pożyjemy,zobaczymy,póki co przerażenie mamy.

14:32, szszyszka
Link Komentarze (4) »
piątek, 14 sierpnia 2015

Kozę chce bo ma zdrowe mleko.Kozę chcę bo jak będę bez pracy wyciszę się trochę pasąc ją daleko od domu. Kozy nie chcę teraz bo jeszcze pracuję,potrzebuję kozy która litr mleka co najmniej daje,kozy nie chcę bo się okropnie drze,a że człowiek uwięziony bo dojenie to już inna bajka. Niestety kozę już mam,niestety bo mam też pracę. Niestety mam też złowrogie spojrzenia sąsiadów i Młodszego który się do mnie nie odzywa odkąd kozę posiadam. Koza chodzi cały czas przy nas i jak tylko odejdziemy to jest wielkie larmo,nic się nie da zrobić. A co najważniejsze albo my źle doimy albo mało je więc jest mało mleka po ok 300 ml rano i wieczorem. Koza dzisiaj jest drugi dzień,boję się ją ze stajni wypuścić jeszcze bo na razie spokój i sąsiedzi mogą pospać.Ja wiem ,że ona tęskni za starym miejscem,za koźlątkiem od którego została odłączona,ja to wszystko wiem tylko czy to się wszystko unormuje. Jeżeli nie będzie opcja ,,oddam za darmo",wiem,że tonie zabawka ale może nie być innego wyjścia między innymi ze względu na uciążliwość dla sąsiadów.

06:39, szszyszka
Link Komentarze (6) »
piątek, 07 sierpnia 2015

Miał być jutro spontaniczny wyjazd daleko w Lubuskie jednak,no właśnie jednak. M.chciał jechać zobaczyć po dwudziestu latach okolicę ale bez odwiedzania rodziny,bo rodzina sztywna,zadufana,ę,ą czyli dawna szlachta i tak się zachowują. Mi to było niespecjalnie,jednak jeżeli chce możemy jechać. Jednak po rozmowie,stwierdziliśmy,że zdobędziemy numer telefonu i pojedziemy w strony teścia w Kieleckie. Widziałam ich raz w życiu na pogrzebie teścia,jednak ludzie prości ,sympatyczni,życzliwi. Moi teście potracili kontakt z rodziną od strony teścia utrzymywali kontakty tylko ze stroną teściowej a wielka szkoda.Pomyśleliśmy,że warto byłoby te kontakty odnowić, połowę rodziny nasze dzieci nie znają z resztą ja też. Mam nadzieję,że wyjazd dojdzie do skutku i wreszcie poznam tych których bardzo chciałabym bliżej poznać(na tyle ile pozwolą)

11:58, szszyszka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Z racji tego,że mydeł własnej produkcji mam zanadto ,cóż jakoś za dużo zrobiłam mimo ,że rozdałam,wymieniłam się,kilka sprzedałam a jednak jest jeszcze sporo zostało,zrobiłam proszek do prania. Kiedyś próbowałam z tabletkami do zmywarki ,jednak po nieudanych próbach zaprzestałam.Kiedyś w wolnej chwili wrócę do tematu. Teraz przyszedł czas na proszek do prania,składniki były więc czemu nie spróbować. Tak więc starłam mydło dwie szklanki ,dodałam po szklance boraksu i sody kalcynowanej,wymieszałam i gotowe. Można dodać kilka kropli olejku eterycznego ,jednak ja odpuściłam,płynu do płukania nie używam.Chyba ten proszek nie jest taki zły skoro zlikwidował różowe plamki na białych spodenkach ,które zafarbowały od podkoszulka. Chociaż z drugiej strony nie usunęły starych plam z kaczej krwi na fajnym podkoszulku mojego M.

Ostatnio w internecie dziewczyna pokazywała jak się robi własne perfumy,nic tam nie ma tylko spirytus i trzy rodzaje olejków eterycznych,jeszcze nie próbowałam ,może kiedyś się skuszę.

06:23, szszyszka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015

Gości nie było na szczęście albo i nie,bo za to miałam pracowitą niedzielę. Obiad spoko jednodaniowy ,nikt się nie domagał rosołu i to już odpadło chociaż. Za to w ramach akcji zapasów zimowych wymyśliłam sobie pójście do lasu na jeżyny. Do tego pewien pan pod sklepowy przyniósł mi za dziesiątaka dwie duże reklamówki papierówek więc było co robić. Praca nie ciężka ale żmudna, a do tego szkoda niedzieli przy garach.Tak więc powstał sok jeżynowo-jabłkowy oraz sam jabłkowy z dodatkiem soku z cytryny.Mam nadzieję się utrzyma do zimowych wieczornych herbatek,jednak papierówka to jabłko wczesne,a ja nigdy jeszcze soku z papierówki do butelek nie robiłam.Mus jaki został z odparowanych jabłek włożyłam do pojemników i część zamroziłam,w zimie będzie dobre do szarlotki lub ryżu. Reszta została do wykorzystania na dzisiejsze drugie danie. Kolejna partia jeżyn,czeka na swoją kolej w zamrażalniku,na czas,inne owoce jakoś ze samych jeżyn sok jest mdły i łagodny ,jednak my lubimy soki kwaskowate.

06:15, szszyszka
Link Komentarze (1) »