RSS
środa, 31 sierpnia 2016

Ten miesiąc i kolejne trzy będą trudne pod względem finansowym. Została nas trójka w domu i żyjemy z tego co zarobie tak pokątnie ze sprzedaży mleka,sera ,jaj czy mięsa drobiowego. Na razie było z górki bo były zapasy ale one się skończyły. Właśnie wyciągnęłam ostatnią porcję mięsa na obiad,zostały same kury rosołowe. W portfelu co prawda 50 zł jednak mój M.w swojej genialności w padł na pomysł zakupów w L. za 100 zł ,żeby dostać talon za 20. Teraz nic nie kupuję,najwyżej minimum i próbuję ustukać tą drugą setkę ,żeby wykorzystać ten nieszczęsny bon. Proste,prawda? Guzik prawda ,kury się nie noszą i mam około 10 jaj dziennie. Czyli tak naprawdę trochę ponad minimum dla nas ,przecież na makaron,bułki,ciasta do kanapek  też potrzebne jajka.Więc jedni klienci cierpliwie czekają ,inni przychodzą z pretensjami ,no szlak jakby to ode mnie zależało. Dzisiaj na przykład mam kobiecie zawieźć jaja,ser i mleko no i mam problem,ser zrobiony,mleko jest lub będzie a jaj 6 ,a kobieta bierze ok 30 jaj tygodniowo. Znowu będę musiała dzielić i dostanie 10 ,a gdzie jeszcze kolejne pięć osób które chcą na sobotę:(. Czemu człowiek się tak katuje? A temu,że głupia ja zamówiłam robotników co prawda na listopad ale jeszcze nie mam materiałów,waty,drewna,blachy,płyt a między czasie musimy kupić garaż blaszak. Więc to wszystko musimy kupić z naszych wypłat i prac dodatkowych,więc jest jak jest. Ciśniemy i to ostro ale potrzebujemy zrobić te prace,żebym mogła zmienić coś ze swoją pracą,żebym mogła wreszcie rzucić to w cholerę skoro nie szanuje się pracownika ,to zostaną bez niego. A ja nie będę miała tej szarpanki,zwolnić się ,nie zwolnić. Teraz tylko zależy jak nam pójdzie zaciskanie pasa.

06:56, szszyszka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 sierpnia 2016

Powiem tak ,jestem zmęczona,nadrabiam zaległości po zabiegowe,jeszcze niestety. Niecałe dwa tygodnie po zabiegu przyjechali siostrzeńcy,niby na trochę ale niestety ŚDM i efekt taki ,że drogi pozamykane,busy niejeżdżące ,pociągi przeładowane i wizyta przeciągnęła się do dwóch tygodni.A dzieciakom atrakcji trzeba było zapewnić. Później powrót do pracy,co nie ukrywam,że było to dla mnie dość dużym szokiem.Skończyło się to depresyjnie,bo wracałam tam gdzie wcale nie chciałam.Dwa tygodnie mi zajęło uregulowanie swojej psychiki ,tłumacząc sobie,że nie mogę tak po prostu płakać z faktu ,że idę do pracy. W końcu stwierdziłam,że potrzebuję motoru napędowego ,jakiegoś wyzwania. Konsekwencją tej decyzji jest to,że muszę pracować nadal i ciężej,oszczędzać na maxa, bo w listopadzie mam zamówionych robotników. Będę mi robić wiatrołap ,kłaść drugą warstwę waty na poddaszu i wykańczać płytami. Niby to wszystko można było zrobić samemu,jednak ja mam dość wiecznie przeciągających się robót. Zawsze coś wypadnie,zawsze jakaś dodatkowa praca wskoczy której żal odmówić bo dodatkowy pieniądz.Niestety jest to kosztem prac związanych z domem.Spora część pieniędzy się też rozeszła,gdyż priorytetem była pomoc dzieciom po przeprowadzce aby miały lepszy start. A to pralka,a to meble,kupić drobny sprzęt i inne drobiazgi to znowu pożyczka na grę.Gra to luksus,więc tego sponsorować nie miałam zamiaru jednak pożyczyć mogłam,oddawane jest w ratach. Jeszce nie ma września,jednak ja już zaczęłam myć okna w pracy,w ciągu czterech dni umyłam 37 okien. Ledwo żyję,wstaję ok 5 rano albo i przed bo druga ręka czasami spać nie daje i kończę dzień ok 22.Wiem ,że to nie są jakieś tragiczne godziny,inni chodzą później spać ale ja muszę jakoś funkcjonować,wypocząć bo w ciągu dnia jedyny odpoczynek to wyjście z ,,gadami" na wypas,gdzie mam możliwość sobie siąść albo i nie. Wszystko zależy od humoru Zuzki bo Małej wszystko jedno ,ważne ,że ma pełno trawy:). Dochodzą do tego wszystkiego wyprawy na grzyby, co niby powinno być relaksem jednak jak się wszystko robi na czas to już relaks nie jest.

Nakręcam się i napędzam jak parowóz tylko zaczyna opału brakować,jadę na jakichś resztkach,z resztą nie tylko ja M.tak samo. W sierpniu zaszalałam i rękami panów budowlańców został wytynkowany budynek w którym mieszkają zwierzęta. Kupiliśmy na tartaku obrzynki z czego zmajstrowaliśmy nowe ogrodzenie dla kur. Teraz tylko kupić bejce i pomalować. 

Dzisiaj niby niedziela,niestety parowóz dostał takiego rozpędu,że skończę kopać ostatnie dwie grządki ziemniaków a na miejsce po nich posadzić fasolkę szparagową ,może jeszcze wyrośnie.Później posprzątam w domu i wreszcie zasłużony odpoczynek czyli wyjazd do lasu na grzyby wreszcie bez zegarka w ręku. A obiad? No cóż nie będzie Starszy niech sobie coś sam upichci ,mi się nie chce:). No tak ,zapomniałam o moim M.też ma po odpoczynku. Musi trochę porobić przy klatkach dla królików,wylać wylewkę założyć siatkę i finito, z żoną na grzyby pojedzie. Nie ma lekko facet ze mną ale jak mu się wcześniej robić nie chciało to kuję żelazo póki gorące;)

05:51, szszyszka
Link Komentarze (4) »