RSS
piątek, 26 września 2014

Niestety,mój organizm coraz słabszy,coraz bardziej jestem zmęczona obolała a i środków przeciwbólowych też nie mało chociaż z różnym skutkiem. Zrezygnowałam z jazdy rowerem bo mięśnie bolały niemiłosiernie.Efekt tego taki,że bolą plecy,tak źle i tak nie dobrze.Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad rezygnacją ze sprzątania tego 200 metrowego domu. Było mi żal kobiety,zostawić ją z dnia na dzień bez pomocy. Stwierdziłam,że póki kogoś nie znajdzie to będę przychodziła. Słyszałam nawet od niani ,że pan domu chciał mi dać podwyżkę,przyznam kuszące to było. Dostałam analizy,były sugestie,że teraz ja tu rządzę. Niestety prawda jest taka,że gdy przyszłam we wtorek usłyszałam,że mam dokładniej sprzątać. No szlak mnie trafił,stwierdziłam,że i tak mnie nie doceni kobieta w życiu. Więc posprzątałam,poprasowałam ile mogłam i podziękowałam za współpracę. Nie miałam wydać dychy więc chciałam donieść ale nie trzeba było,resztę dostałam na bombonierę dla dzieci. Półtorej roku tyrania i dostałam premię,nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Usłyszałam,że z chęcią mnie przyjmą z powrotem gdybym zrezygnowała z pracy i pracowała tylko u ludzi bo byli zemnie bardzo zadowoleni.Miałam i mam doła,straciłam dodatkowy stały zarobek już ciężko mi będzie na coś odłożyć a potrzeby jednak są. Z drugiej strony to byli ze mnie zadowoleni,czy nie zgłupiałam, bo skoro miałam dokładnie sprzątać,ech za tą kobietą trudno było nadążyć. Jednak nie zniżę się i nie wrócę do niej,nie będę prosić o powrót. Zostały mi tylko zlecenia kwartalne niestety,małe mieszkanka jednak bardzo dobrze płatne.Trochę mnie to załamuje,gdyż miałam chytry plan,znajdę na tyle zleceń bym mogła zrezygnować z pracy,odpocząć poszukać nowej. Chociaż 2-3 zlecenia tygodniowo,niestety nie udało się,a umowę o pracę mam do końca roku.Nie poszło po mojej myśli,ale kto przypuszczał,że na koniec dowalą nam tyle pracy. Ale koniec końców podsumowując od początku roku dzięki dodatkowym pracom zakupiłam:segment do salonu,cztery szafki kuchenne wiszące,pralkę,szafę do pokoju Młodej, dołożyłam do kupna telefonu Młodszemu, jakąś tam część komputera Młodemu no i dwie tony węgla. Więc chyba nie jest źle,mogę powiedzieć ,ze zasłużyłam na odpoczynek w końcu były momenty niezłej harówki.

20:00, szszyszka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 września 2014

Tak ostatnio sobie pomyślałam,że właśnie mija rok od ostatniego ,,wyczynu" mojego Młodszego.Tak dużo się zmieniło,wszystko na dobre. Przez ten rok udało nam się zaliczyć terapie rodzinną,Młodszy co tydzień chodzi na terapie indywidualną,a psychiatra obniżył mu dawkę leku. Syn ma od jakiegoś czasu nową dziewczynę, z nauką pomimo kryzysu też nie najgorzej ,kilku kolegów i jednego takiego prawdziwego przyjaciela,czyli udane życie osobiste. Przed wczoraj byłam ostatni raz u kobiety sprzątać,prace wymówiłam kategorycznie ale o tym napiszę dlaczego innym razem. Źle się czułam psychicznie i fizycznie w pracy kiedy przyszedł syn ot wstąpił po bibliotece porozmawiać.Widział ból i zmartwienie,chciał pomóc sprzątać,odmówiłam,wolałam żeby jechał do domu,coś w domu zrobił. Przecież zwierzyna do obrządzeni ,ja wrócę jak już będzie ciemno,M.będzie pewnie spał przed nocką , Starszy w pracy a Młodej też nie ma. Pojechał i żałuję,mógł zostać ze mną,ale to był chyba dzień na pogotowie .Wcześniej myślałam o wezwaniu dla siebie,dobrze,że miałam jeszcze czopek przeciwbólowy.Wracam do domu widzę poddasze zaświecone a właz zasunięty,klnę w duchu ,że światło bez sensu się świeci,gaszę. Przebudza się M.witam się i siadam koło niego,nagle słyszymy na górze jakieś leciutkie stuknięcie. Pytam o syna i dowiaduję się,że jest na górze,świecę światło lecę. Zastaje widok przewróconej drabiny i syna przewieszonego przez powałę z głową na ziemi. W pierwszej chwili myślę ,że robi sobie ze mnie jaja za zgaszone światło. Podchodzę a tu Młodszy nieprzytomny,nie mogłam wybudzić,przylatuje M. znosimy go na dół po wybudzeniu.Później przyszła świadomość ,że nie powinniśmy go ruszać. Na dole nie może złapać oddechu,dusi się stłuczone żebra,wybity bark i wielki guz na głowie z otarciem. M. udziela pierwszej pomocy a ja wzywam pogotowie,Młodszy po odzyskaniu oddechu znowu przysypia,ja budzę.Słyszy to operatorka pogotowia,reaguje,karetka jest za 10 minut. Jedziemy do szpitala,Młody w kołnierzu ortopedycznym,z maską tlenową,ja z nim i patrzę na niego i cieszy mnie widok ,że coś rusza,zaczyna reagować.Jesteśmy na miejscu,przyjęci od razu,rozmowa z lekarzem,obawa przed pękniętą śledzioną.Rtg,usg i wyjazd na chirurgię,rozmowa z lekarzem. Wstrząśnięcie mózgu ma to oczywiste,jednak nie ma złamań ani krwotoków,szczęście w nieszczęściu jak zgodnie stwierdziliśmy z lekarzem. Nurtowało mnie jedno czy to w tedy jak zgasiłam światło on spadł? Byłby huk a nie puknięcie,jednak niepewność była. Wczoraj jak z Młodszym rozmawiałam nic nie pamięta ale kojarzy fakt,że usłyszał mnie i tupną nogą o pomoc. Na razie czuje się dobrze,w południe skończyła mu się kroplówka przeciwbólowa,był u neurologa i dzisiaj ma mieć tomograf komputerowy. Staram się trzymać ale nie mogę sobie darować ,że nie chciałam pomocy w pracy.

08:05, szszyszka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 września 2014

W dzień pogrzebu babci byłam na badaniach okresowych. Chciałam załatwić sobie zakaz mycia okien. Tak wiem dorabiam na myciu,biję się w pierś,ale tu chodzi o coś innego. Otóż kiedy przyszłam dwa lata temu do pracy ,były dwie panie na obiekcie tylko dlatego,że trzecia przychodziła raz na kwartał myć okna. W ciągu tych dwóch lat zmieniło się to,że dalej jesteśmy dwie ale już nie ma trzeciej do okien. Myjemy same co kwartał po 80 okien,płatne niestety nic,firma małymi kroczkami nas załatwiła. Jeszcze kilka lat temu lekarka wpisywała ,,poziom zero",w tym roku też taki chciałam. Wytłumaczyłam pani doktor o co mi chodzi ,że bardzo ciężko mi myć taką ilość okien co trzy miesiące,jeszcze firma mimo dużych stanowisk nie płaci za dodatkowe. Niestety stwierdziła,że nie może mi wpisać takiego poziomu ze względu ,że firma zaznaczyła poziom 1-3. Musiałaby mi wpisać niezdolność do pracy,musiałabym jechać do firmy aby oni zmienili poziom i jeszcze raz wrócić do niej,a ja niestety w tym dniu nie miałam na to czasu. Przebadała mnie pod kątem neurologicznym i stwierdziła,że wpisze mi ograniczenia chociaż nie sądzi aby mi to coś pomogło. Kazała pogadać z kierownikiem albo kimś nad nim. Czyli nie załatwiłam nic. Myję jak głupia te okna a koleżanka nie,stwierdziła ,że nie da rady i już. Szef obiecał tym razem zapłacić więc zobaczymy czy dotrzyma słowa,bo jeżeli nie to będę kląć jak szewc,że kolejny raz dałam się zrobić w balona.

06:09, szszyszka
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 września 2014

Dwa tygodnie sprzątania wokół obiektu. Dwa tygodnie zbierania dziadostwa jakie ludzie wyrzucają na chodnik. Dwa tygodnie dodatkowej pracy w sierpniu i wczoraj przyszła zapłata. Oto dostałyśmy po 70,00 złotych za tą pracę. Szlak dwa tygodnie pracy po pół czasem godzina dziennie a mi nawet na garnek nie starczy. Nie żebym chciała jakiś wypasiony garnek,ot zwykły pokryty czarną powłoką (może i tefalem) cena garnka 85,00 złotych. 

Niestety usilnie jestem proszona o pozostanie tam gdzie pracę wymówiłam. Cwaniacy dzisiaj dali mi więcej a że nie miałam wydać zostałam poproszona aby przyjść za tydzień. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam ale pan domu stwierdził ,żeby mi dać podwyżkę. Nie lubi zmian,a ja mu przypasowałam i to strasznie. Zostawiają pieniądze,ważne dokumenty i wiedzą ,że ich nie tknę. Raz niechcący rozsypałam zawartość koperty której się w pewnym miejscu nie spodziewałam,a oni też zapomnieli ,że zostawili.Przerażona zaraz dzwoniłam z prośbą,że  jak wrócą do domu,żeby sprawdzili czy wszystko się zgadza.Powiem ,że trochę się podbudowałam tym,że facet jest za mną. Czy dostanę podwyżkę zobaczymy,ale czy zostanę to tego nie wiem. Z jednej strony tak,z drugiej kobieta za dużo wymaga w tak małym czasie i za taki pieniądz.

20:29, szszyszka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 września 2014

Pierwszy rok,ot taki eksperyment,niestety nie udany.Na początku kupiłam na próbę trzy takie kilkutygodniowe. Super,rosły co prawda o dwa,trzy tygodnie dłużej niż powinny ale ogólnie wszystko w porządku.Podochocona kupiłam 20 jednodniowych kurczaczków,tydzień były w domu,po tygodniu poszły do zagrody w kurnika. Po dwóch tygodniach zastanawiamy się skąd tyle pcheł,jednym słowem MASAKRA.Jak po nitce do kłębka doszliśmy do tego,że to od tych kurczaków. Więc zrobiły wylot z kurnika pole do wolier wcześniejsze większe właśnie w wolierze się wychowały,kurnik wysprzątany,odkażony więc jest spokój. No i tu tak naprawdę zaczyna się problem. Zrobiło się zimno i w tych wolierach jest im za zimno. Zaczęły padać,podrzucałam słomy jednak nic nie pomogło,straciliśmy połowę. Tak więc moja przygoda z brojlerami się kończy. Nie mówię całkowicie bo pewnie za rok kupię 3-5 takich już odchowanych. Wyszły ogromne straty jak dla mnie i to bardzo. Miałam sprzedać połowę aby pasza i witaminy się wróciła,druga połowa dla nas. Kg ,,swojego" brojlera to 12,00 złotych a podchodzą wagowo do 3,5 kg. Koszt paszy dla dwudziestu brojlerów to 47,00 zł. tygodniowo.Jednak wydatek jest ogromny,do tego czas,dopilnować czystej ściółki ,wody, dosypywać paszy bo nic nie robią tylko jedzą. Szczerze powiedziawszy,patrząc przez 4-5 tygodni co one jedzą,jakie są napompowane mi tak naprawdę odechciewa się jeść. Podam przykład racie kurze ze sklepu pewnie kojarzycie,to jedna noga od moich brojlerów wygląda jak ze 4 sklepowe,a i tak mają problemy z ustaniem na nogach. Dla mnie osobiście ohyda.Tak więc kurczaki mamy tylko na swój własny użytek,ludziom którzy chcieli kupić niestety odmówiłam. Nigdy więcej,chyba wolę świnię hodować,więc kto wie może za rok.

07:01, szszyszka
Link Komentarze (2) »
środa, 10 września 2014

Samotna matka z jednym dzieckiem, 1,3 hektara pola,dom odziedziczony po rodzicach. Praca na pół etatu od ośmiu lat za najniższą krajową czyli jakieś 600 zł. Coś tam chowa,jakieś kury,kaczki dorabia opieką nad osobami starszymi. Brak alimentów na dziecko idzie o pomoc do opieki i całuje klamkę( tak w przenośni),rodzice nie żyją. Pani oblicza ile z tego hektara może wyciągnąć zarobku i pomocy nie dostanie. Tylko,że pani zapomniała obliczyć,że za maszyny rolnicze ta kobieta też musi zapłacić. Tak dla przykładu 15 minut kombajnu na polu kosztował ją 200 złotych czyli 1/3 wypłaty.Zero pomocy na książki,opał cokolwiek.Kobieta urobiona po łokcie,syn już nastolatek w życiu nie był na wakacjach,pracuje jak tylko ma okazję aby mieć na książki czy własne potrzeby..Zawsze jeździł na wakacje do rodziny,bo za co kobieta miała go wysłać.Dobrze,że tej kobiecie udało się znaleźć pracę od września na cały etat. Zawsze to trochę więcej,jak mówi śpi spokojniej.

Druga matka to rodzicielka czwórki dzieci,duży piękny dom.Praca dobrze płatna,powiedzmy,że poprzednia matka zarobi prawie w dwa lata co ona przez miesiąc.Drugie tyle to zarobki męża. Pomoc domowa,sprzątaczka ,niania,a ostatnio pan do koszenia trawy,pomoc rodziców a w szczególności mamy. Dzieci zielona szkoła,białe przedszkole, wszystkie wycieczki wyjazdy na ferie na narty.Letnie wyjazdy rodziny to Francja,Kanary,Włochy,Bułgaria,Chorwacja ,do rodziny do USA czy wiele innych miejsc na świecie.

Dwie matki jednej i drugiej dochód przekracza i do czego dążę.Pierwsza pomocy nie dostanie nie ma szans.Druga stara się o dofinansowanie do podręczników ze względu na wielodzietność mimo olbrzymich dochodów i dostanie. Jedna płacze w poduszkę i martwi się za co kupi podręczniki druga jakby nie miała wstydu bo skoro jest wielodzietna to jej się należy.Owszem,że jej się należy ale czy tak naprawdę ma aż tak źle aby z tego korzystać. Ot kupi sobie za to dodatkową bluzeczkę. Oczywiście to moje prywatne zdanie,jednak uważam ,że tej pierwszej się coś należy.

06:29, szszyszka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 września 2014

Do wypłaty przetrwałam, sprzedaż jaj,kaczki i królika oraz praca u ,,kogoś" zrobiła pozytywny efekt. No właśnie dobrze,że to wszystko się się udało,że człowiek jakoś tak zorganizował sobie życie,że pracuje non stop a i tak ledwo starcza. Teraz już nieważne,mam wypłatę,zapłacę rachunki,dam Młodemu na książki i jeszcze coś zostanie.Niestety nadal będzie kombinowanie aby ogarnąć budżet do października. Będzie na jakiś czas,dobrze,że Starszy już pracuje więc będzie łatwiej za miesiąc. Niestety,życie nie jest łatwe i do budżetu trzeba się dokładać to dla dobra ogółu. Wracając jeszcze do budżetu z tego miesiąca niestety na wypłatę M. nie mogę liczyć. To on płaci ratę za dom,opłaca OC na samochód i dochodzi jeszcze naprawa samochodu. Szlak wszystko się złożyło w ten miesiąc. U mnie wrzesień jest najtrudniejszym miesiącem w roku. Jedyny pozytywny plus tego miesiąca to to,że jutro lub pojutrze przywożą nam węgiel. Nie jest to dużo ale na dwie tony uzbierałam,dziubałam od stycznia i tylko żal bo chciałam więcej ale niestety były też inne potrzeby. Pralka,meble,pogrzeb jednak uszczuplały tą moją sakiewkę,no ale cóż, samo życie,zaczynamy zbierać od nowa.

W pracy robi się źle,w sensie coraz więcej pracy a wypłaty stoją w miejscu.Niestety teren wokół ośrodka należy teraz do nas ,podobno dostaniemy coś do koperty 10-go. Nikt nie chce pracować za te pieniądze więc głupie baby muszą.Dowalili jeszcze okna bo nie mają pani dodatkowej,ta sama sytuacja co z terenem zewnętrznym. Zapłacą 10-go w październiku do koperty ,jak to zostało powiedziane ,,coś wam rzucę do koperty dziewczyny". Tak podsumowując za tą pracę mimo tak niskich wypłat w październiku powinnyśmy dostać do tej koperty po 400-450 złotych. Już to widzę jak my tyle dostaniemy,znowu nas oszuka jak nic.

Kobiecie u której sprzątam (ta z tym prawie 200 metrowym domem)wymówiłam pracę. Kazałam szukać sobie kogoś innego,do tego czasu będę jeszcze przychodziła. Mam nadzieję,że nie potrwa to długo,chociaż Pani Niania stwierdziła,że ludziom się nie chce pracować,potrafią tylko zazdrościć i za te pieniądze nikogo nie znajdzie. Niestety to nie mój problem,jeżeli nie płaci uczciwie toja też zdrowia szargać nie będę. Dom,prasowanie,mycie okien ,piwnicy i to wszystko za 70 złotych.Niby na drodze nie znajdę ale ile się muszę napracować. Nie było mnie u niej ponad miesiąc i ponad miesiąc nie były myte lustra,kabiny prysznicowe,myte podłogi na piętrze i schody pełne kurzu nawet nie pozamiatane. Ja pracowałam a właścicielka tego syfu w tym czasie pojechała sobie do parku rozrywki z dzieckiem. No tak dobra mama przede wszystkim,a że sprzątać się nie umie bo ma się panią,z gotowaniem też leży bo to robi niania a na niedziele obiady u mamy. Ech ,jedni pracują ,żeby żyć inni żeby przeżyć niestety.

08:00, szszyszka
Link Komentarze (2) »
środa, 03 września 2014

Ten miesiąc zaczynam na totalnym minusie. Ze względu na pogrzeb musiałam wypłacić moje skromniutkie  oszczędności,a jeszcze życie.Ech,żal bo pieczołowicie ścibiłam każdy grosz,ale wyszło samo życie. Mogłabym dzisiaj iść na sprzątanie ale nie miałam siły,fakt trochę by pomogło,ba dużo by pomogło bo kobieta ostatnio mi nie wypłaciła. Całe szczęście sobie o tym przypomniałam, nie byłam u niej ponad miesiąc i uleciało mi.Założę się,że jej też,muszę subtelnie przypomnieć.Idę w piątek mimo ,że w portfelu mam 6,34 ,tak ogólnie nie jest źle mięso,nabiał,chleb,wędlinę mam.Warzywa jeszcze na ogrodzie,mięso i jajka też mogę mieć na bieżąco. Najgorsze dojazdy do pracy tu wychodzi 7,00 zł dziennie. Porażką jest to,że zawsze kupowałam bilet miesięczny na autobus lub jazda rowerem. Teraz ta pogoda daje we znaki,sił mi brakuje ale chyba trzeba będzie przesiąść się  z powrotem na rower. Całą wieś zamknęli,autobus ma objazd,jeżdżą tylko busy,tylko na busa ciężko zdążyć,więc miesięczny odpada. A do autobusu muszę ciupać na nogach 2,5 km ,niby nie dużo a tak się nie chce,czyli kółko się zamyka,zostaje rower i moje zmęczenie też.

08:25, szszyszka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 września 2014

W ostatniej chwili co prawda ale zdążyłam na mszę. Różaniec niestety opuściłam ale to moja wina,jechaliśmy trochę inną trasą niż zazwyczaj i niestety straciłam orientacje.Wróciliśmy się i objechaliśmy niezły kawałek,a później okazało się jechaliśmy dobrą drogą i cofnęliśmy się dosłownie 3-4 km przed kościołem. Trudno,stało się ale rodzina była uprzedzona ,że muszę jeszcze obskoczyć lekarza więc mogę się spóźnić. Coś mnie na pogrzebie zaintrygowało, tak naprawdę byłam w szoku, bo wygląda na to,że tak naprawdę jej dzieci ani my wnuki tak mało o niej wiemy. Nigdy nie mówiła o sobie a my nie pytaliśmy,dziwne a ja teraz kojarzę pewien fakt.Kiedyś spytałam o coś a ona mi odpowiedziała,czyli chciała,nawet ucieszyła się ,że się spytałam chociaż zobaczyłam ból w jej oczach. Kiedyś o niej opowiem tylko muszę więcej informacji uzyskać chociaż to nie będzie łatwe. Na razie dam mamie odpocząć i jadę na wywiad,ona będzie najwięcej wiedzieć.

09:49, szszyszka
Link Komentarze (4) »