RSS
sobota, 29 października 2011

Oj tak dopada mnie chadra,wszystko nie idzie tak jak trzeba.Wczoraj przyszło wezwanie do zapłaty za mieszkanie.Dwa miesiące nie płacone,fakt po części to ja troche namieszałam.Mąż płaci rachunki,a ja żywie i ubieram rodzine.Mój M. wiecznie miał problemy z kartą kredytową więc kazałam mu ją spłacić a nie płacić mieszkanie.Tylko,cały problem w tym,że miał nie zapłacić tylko miesiąca,a później to wyrównywać.Jestem okropnie wściekła.Jakby tego było mało mój osiemnastolatek zepsuł aparat,nie mam pojęcia co z nim zrobił ale kompletnie padł,nawet się nie da włączyć.Szkoda wielka,ale mężowi nic nie powiem bo to prezent od niego.Tak więc zdjęć na blogu puki co nie będzie niestety.

By złagodzić swoją depreche próbuje zrobić krówki.Ostatni raz próbowalam je zrobić jakieś 25-30 lat temu.Właśnie próbowałam,gdyż wtedy jako malemu dziecku brakło mi cierpliwości.Do tej pory cierpliwość nie jest moją mocną stroną.Mój czternastolatek właśnie miesza miksture i wchłania zapachy,wanilia pięknie pachnie.Jeżeli wyjdą mi krówki to napewno podzielę się przepisem,jeżeli nie no cóż,już się ślinią na samą myśl ,że będą mogli ten słodki ulipek wypić.Łakomczuchy wstrętne

18:06, szszyszka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2011

Tak wiem miał być to blog kulinarny. Niestety życie to jeden wielki eksperyment.Więc postanowiłam poeksperymentować finansowo.Zaczynam zbierać dwuzłotówki,wszystkie jakie będę miała w portfelu,będę wrzucała do skarbonki.Jestem ciekawa ile wytrzymam,a także ile uzbieram.Caly mój problem polega na tym ,że nie wiem czy będę zbierała na wyprzedaże styczniowe(chyba bedzie za mało)a może lipcowe,czy na wyjazd wakacyjny.Skłaniam się bardziej ku wyjazdom.Czas pokaże jak to będzie szło,no i czy dam radę a także czy będę mieć możliwości.

W pracy znalazłam swój sposób na odizolowanie się o przełożonej.Siedzieć muszę w jednym pomieszczeniu,czekać na możliwość pójścia na swoje stanowisko(panie muszą opuścić biura).Zakładam słuchawki na uszy,dość głośna muzyka by nie słyszeć rozmów,kłótni,obrażania i jakby niby nic rozwiązuje krzyżoweczki. Pół godzinki odizolowania a jak wiele daje spokoju.Później sprawdzam zeszyt co mam na dodatkowe prace i wychodzę.Kilka gozin jestem sama,pracuje w swoim tempie,tak jak ja chce.Nikt się nie śmieje ,że jestem wariatka bo zamiatam najpierw biuro a dopiero myje podłoge. Na koniec pracy zostaje mi ok 30-40 min przesiadywania w tym samym pokoju co moja przełożona.Wtedy znowu izolacja(słuchawki,krzyżowka).Tu też eksperymentuje,narazie działa,a ja jestem spokojna i wyciszona.Mniej przez sen zgrzytam zębami,w domu jestem spokojniejsza(mniej warczę)a że robie więcej bez szemrania to narazie daję rade(tylko szkoda,że padam na twarz).

Moja córa zaczyna pomału przepraszać się z kuchnią(szesnastolatka a kuchnie omijała szerokim łukiem).Zaczyna swoje początki kulinarne,w sobote robiłyśmy pierogi,oj przepraszam ona robiła,ja tylko pomagałam.Pierogi były ze szpinakiem,taki znalazla przepis więc chciała na początku zacząć od tego.Pierogi to jednak bardzo trudna sprawa mimo wszystko,ja pamiętam jak się zniechęcałam.Wiecznie ciasto mi się rozklejalo i farsz wypływał,aż wreszcie dostałam od koleżanki cudowny przepis.Pierogi i uszka mam zawsze pełne farszu czyli tam gdzie ma być.Farsz pływający samotnie w wodzie jak i puste pierogi bardzo zniechęca.Dla zainteresowanych podaje przepis.

CIASTO NA USZKA LUB PIEROGI

1/2 kg mąki

szklanka gorącej wody

1/4 kostki margaryny

2-3 żółtka

Wyrobić ciasto,podzielić na części i walkować wykrawać krążki,nakładać farsz i zlepiać.Moja mama dzieliła ciasto na pół jak wyrobiła,jedno walkowała a drugie przykrywała ściereczką.Ja mamie na opak(zupełnie niezłośliwie) córce kazałam urywać sobie po większym kawałku i wałkować,a reszte ciasta które czeka na swoją kolej przykrywała miseczką.Jednak kiedy ktoś robi pomalutku, metoda miseczkowa jest bardziej przydatna.By mieć pewność ,że farsz jednak nie wypłynie a pieróg jest dobrze sklejony,smarowała brzegi pieroga białkiem.Chociaż,kucharka z doświadczenia(inna koleżanka)powiedziała,że wystarczy smarować brzegi zimną wodą.Sprawdzimy w najbliższym czasie.Dla mnie najważniejsze jest to,że córa się nie zraziła do robienia pierogów.Więc będzie już to dla mnie duża pomoc,bo przecież pierogi można robić praktycznie ze wszystkim,mięso,owoce,warzywa,ser rany ile pysznych farszów. Podobno dzisiaj robi z bananem polane czekoladą.Pycha obiad,tylko szkoda,że ja wtedy będę w pracy.

sobota, 22 października 2011
Mobbing w pracy jest to bezzasadne, długotrwałe i powtarzające się dręczenie pracownika oraz wywieranie na niego psychicznej, społecznej i ekonomicznej przemocy. Typowe przykłady mobbingu obejmują: nieuzasadnione zwolnienie z pracy, przywłaszczanie sobie owoców cudzej pracy, szantażowanie zwolnieniem, nakładanie zbyt dużej ilości obowiązków w porównaniu z innymi pracownikami, niesprawiedliwa krytyka, oskarżenia o niepopełnione błędy. Mobbing jest stosowany zwykle wobec jednostki, rzadko wobec grupy pracowników, co powoduje u osoby prześladowanej poczucie osamotnienia, bezsilności i odrzucenia przez grupę. Uprawianiu mobbingu sprzyja niezrównoważony rynek pracy, istnienie wielkiego bezrobocia. Najczęściej jednak wynika on ze złej woli przełożonych lub współpracowników lub z nieumiejętności kierowania ludźmi. Niekiedy również ma miejsce ze strony innych pracowników.
sobota, 15 października 2011

Pamiętam racuchy mojej mamy,robione za czasów PRL-u.Ciasto drożdżowe,lejąca konsystencja,maczane w nim krążki jabłek.Pycha....ale nie do konca.Dlaczego? No cóż moja mama nie posypywała ich cukrem pudrem,a nawet nie posypywala zwykłym cukrem.Moge zrozumieć braki w sklepach,ale nie mogę zrozumieć dlaczego,skoro cukier puder,czekał cierpliwie na swoją kolej w szafce w kuchni.Później gdy miałam swoje dzieci pudrowalam przez siteczko.Niestety forma dodawania jabłek do ciasta zmieniała się.Czy na korzyść, no cóż trudne pytanie. Cały problem polegał na tym,że mój najmlodszy syn nie znosił wlaśnie tych krążków jabłek,wolał bez dodatków.A ja jako,że w domu się nie przelewało od samego początku,oraz,że racuchy nie były takie suche z jablkiem musiałam to zmienić.Więc najpierw kroiłam jabłka w male plasterki,aż w końcu dodawalam do ciasta potarte jabłka. Wszyscy są zadowoleni,racuchy są pulchne i mokrawe,posypane cukrem pudrem,tylko mi tęskno za smakiem jabłuszka w racuszku.

Często pewnie pisać nie będę z powodu braku czasu.Ale kiedy się ma najniższą krajową na wyżywienie pięcioosobowej rodziny to niestety trzeba duuuużo eksperymentować.Nie zawsze to będzie wykwintne jedzenie,proste,jak prostą osobą jestem ja.Najlepszy czas na eksperymenty kulinarne mam w sobote,oczywiście jak siły pozwalają.Niestety praca konserwatora powierzchni płaskich(czytaj sprzątaczki),wymaga więcej wysiłku niż mogłoby się to wydawać .Tym bardziej teraz kiedy w pracy jest sezon mycia okien.

10:47, szszyszka
Link Dodaj komentarz »
1 ... 51 , 52 , 53 , 54 , 55